Czy jestem mordercą?

Matka zamordowanej Danusi: – Ta śmierć nie może być po nic.

KATARZYNA WŁODKOWSKA

14 grudnia 2025 r., niedziela. 12-letnia Basia odbiera wiadomość od szkolnego kolegi, też siódmoklasisty: „Basia, masz fajnego TikToka”.

„Wiem” – odpisuje. I od razu proponuje: „Wyzywam cię na solo”.

Chce, żeby spotkali się niedaleko szkoły – przy potoku, do którego prowadzi ścieżka przez lasek. „Tam praktycznie nikogo nie ma” – przekonuje.

Ale Janek nie chce się bić. Nie ma do niej żadnej sprawy. Pisze: „Nie wyzywałem cię”.

Basia uspokaja go. Przyjdzie sama, chce mu tylko coś przekazać. To będzie, tłumaczy, spokojna rozmowa sam na sam.

„Nie można pod szkołą?” – pyta Janek.

„A gdzie tu zabawa? Jak się boisz, to po prostu powiedz”.

Janek: „Boję się, że masz jakąś kosę”.

Basia odpisuje: „Czy naprawdę myślisz, że chce mi się mieć takie problemy? Zajmie to pięć minut i jesteś wolny”.

„Dobra, jutro. O 15.20”.

Wieczorem Basia wypełnia internetowy quiz. Pytanie brzmi: „Czy jesteś mordercą?”.

POLICZYĆ SIĘ Z JEDNĄ PIĄTOKLASISTKĄ

Następnego dnia, w poniedziałek, niecałą godzinę przed spotkaniem upewnia się: „Mam nadzieję, że to dalej aktualne”. Ale Janek nie odpowiada, a Basia nie wraca już do klasy. Na korytarzu wyjaśnia koleżance, że musi się policzyć z jedną piątoklasistką.

To Danusia chodzi do piątej klasy. Z Basią znają się z widzenia, mieszkają blisko siebie. Tego dnia klasa Danusi idzie do kina, potem do KFC. Z tej okazji dziewczynka po raz pierwszy maluje paznokcie bezbarwnym lakierem. Wkłada kolczyki w kształcie świątecznych lasek cukrowych, ulubione dżinsowe dzwony i fioletową bluzę.

Po kinie klasa wraca na lekcje. Po ostatniej Danusia zdąży jeszcze odpisać koleżance na WhatsAppie. Aplikacja pokaże godzinę 14.31. Musiała właśnie wychodzić ze szkoły. Tego dnia mieli w domu ubrać choinkę.

Dziewczynka ubiera się w szatni, a Basia jest już przed budynkiem. Danusia przechodzi przez ulicę i kieruje się w stronę lasku. Wąska ścieżka między niskimi domami rozwidla się przy potoku. Gdy jestem tam w maju, jest zielono i gęsto. Kiedy idzie nią Danusia, drzewa są łyse, a ziemia zamarznięta.

Basia zrywa się do biegu.

URATUJMY ŚWIAT

Chwilę później tą samą ścieżką idzie 10-letni Filip. I on mieszka w pobliżu. Już ma wejść na kładkę, kiedy słyszy dobiegające zza drzew: „Ała! Ała! Ratunku”. Zatrzymuje się, ale widok zasłaniają drzewa. Widzi postać upadającą na ziemię. Wtedy z tamtej strony wybiega do niego Basia. Jedną rękę ma za plecami, na drugiej ślady krwi. Syczy: „Spierdalaj, tu nie ma nic do oglądania”.

Filip wpada do domu i krzyczy do ojca, że nad potokiem biją się dwie dziewczyny. Ojciec podłącza telefon do ładowarki i żartuje: „Chodź, uratujemy świat!”.

Na ścieżce biegnącej wzdłuż potoku drogę przecina im rozpędzona postać w czarnej bluzie z kapturem. W ręku trzyma plecak.

– To tam – mówi Filip.

Przechodzą przez kładkę i zbliżają się do czegoś, co z daleka przypomina stertę ubrań. Ojciec zatrzymuje się i już wie.

– Biegnij do domu po telefon! – woła do syna.

Pierwsza myśl: doszło do uszkodzenia kręgosłupa. Po chwili dostrzega ranę na pośladku. Głęboką, odsłaniającą mięsień.

Filip wraca po kilku minutach. Ojciec – jest 14.43 – wybiera numer 112. Dyspozytor każe natychmiast rozpocząć reanimację.

Ojciec odwraca ciało na wznak. Odpina kurtkę i zaczyna uciskać klatkę piersiową. Ale powietrze uchodzi przez podcięte gardło, ciało jest już wykrwawione.

POD BRAMĄ STAJE BASIA

Pogotowie w drodze, a dyspozytorka prosi ojca Filipa, żeby rozejrzał się wokoło lub przeszukał kieszenie. Mężczyzna sięga po szkolny plecak, wyciąga zeszyt. Jest podpisany.

– O Boże… – mówi do słuchawki. – Znam to dziecko.

Nad potok wpada pogotowie. Potem policja.

Filipa ojciec odesłał już wcześniej do domu. Chłopiec chodzi nerwowo po salonie. Dźwięk domofonu. Pod bramą stoi Basia. – Powiedz tacie, że nad potokiem stało się coś złego. Niech zadzwoni po policję!

Filip czuje, że cały się trzęsie. Przez lekko uchylone drzwi odpowiada jednak, że zaraz przekaże wiadomość. Chce, żeby Basia myślała, że ojciec jest w domu.

Basia ma na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem. Bluzę i plecak zostawiła na tyłach domu. Odwraca się i biegnie z powrotem nad potok.

COŚ SIĘ STAŁO NAD POTOKIEM

Chwilę po 15 Katarzyna Piętka przyjeżdża po córki. Pod szkołą tłoczą się rodzice, dzieci i policjanci. Jedna z matek mówi, że chyba ścigają narkomanów. Inna rzuca: „Pani, tam się jakaś tragedia wydarzyła, dzieci się potopiły”. W samochodzie córka mówi: „Mamuś, Dana tamtędy chodzi do domu”.

Katarzyna prosi córkę, by zadzwoniła do Danusi. Dziewczynki przyjaźnią się od lat, podobnie jak ich rodzice. Danusia nie odbiera. Katarzyna dzwoni do jej matki, która jest w pracy: – Nie chcę cię denerwować, ale coś się stało pod szkołą. Dzwoń do sąsiadki, niech zejdzie do was i sprawdzi, czy Dana jest w domu.

Sąsiadka schodzi, ale Danusi nie ma. Matka dzwoni do Piętki: – Zniknęła też jej lokalizacja w moim telefonie. Ale widzę, że przed chwilą była na WhatsAppie.

– Zaraz się znajdzie.

Katarzyna wysadza córki pod domem i telefonuje do dwóch przyjaciółek. Prosi, żeby natychmiast biegły nad potok. „Dana chyba się utopiła”.

Matka Danusi też wsiada do samochodu. Jedzie obwodnicą z prędkością 180 kilometrów na godzinę.

DWA TELEFONY I TRZY NOŻE

Policjanci spisują dane ojca Filipa. Stoją obok kładki, jakieś 50 kroków od miejsca, gdzie pogotowie przykryło Danusię kocem. Wtedy nadbiega Basia. Wysoka jak na swój wiek, z charakterystycznym ciężkim chodem i lekko przygarbioną sylwetką. Wskakuje na kładkę, kilka kroków i już jest przy nich. Ojciec Filipa kątem oka dostrzega, że na kładce leżą dwa zakrwawione telefony.

Basia tłumaczy: akurat tędy przechodziła, zobaczyła jakiegoś mężczyznę w glanach i bluzie z kapturem. To on zaatakował Danusię. Próbowała jej pomóc, została zraniona. Mężczyzna uciekł.

– Co ty gadasz – ojciec Filipa zwraca się do Basi. – To byłaś ty, mój syn cię widział.

– To nieprawda! Ja mu kazałam spierdalać.

Policjanci patrzą na Basię, potem na siebie, jakby nie docierało do nich, w czym właśnie uczestniczą. W końcu jeden mówi do drugiego: – Skuj ją.

Pytają ojca Filipa, gdzie mieszka Basia. Idą do jej domu, po drodze dostrzegają ślady krwi. Prowadzą aż za dom. Policjanci znajdują plecak, bluzę i trzy noże, dwa są zakrwawione.

GDZIE MOJA CÓRKA?!

Około 16 do Piętki dzwoni mąż: – Miasto huczy, że Dana nie żyje. Ktoś ją dźgnął nożem.

Katarzyna właśnie ponownie podjeżdża pod szkołę. Samochód matki Danusi stoi na środku drogi, z otwartymi drzwiami. Ktoś z rodziców mówi, że wiadomo tylko tyle: jedno dziecko jest reanimowane, drugie zabrano do szpitala, żeby zszyć ranę.

Matka Danusi jest już w szkole.

– Gdzie moja Danusia? Gdzie moja córka?! – krzyczy.

Przy portierni grupka osób, w tym dyrektor, wpatruje się w monitoring.

– My nic nie wiemy. Coś się wydarzyło, ale nie wiemy co.

W tym czasie Basia, w asyście dwóch policjantów, jedzie do szpitala. Najpierw powtarza, że „jakiś null” napadł na Danusię, a po chwili pyta: „A może to ja byłam nullem?”. O tej rozmowie szybko zaczyna się mówić wśród śledczych i personelu medycznego.

W szpitalu dziewczynka się uspokaja i prosi o kredki. Chce porysować. Ze względów bezpieczeństwa ich nie dostaje. Wkrótce przyjeżdża do niej matka. Ojciec, po rozwodzie, wyprowadził się z Jeleniej Góry.

Dwa dni później, w środę, jeleniogórski sąd decyduje o umieszczeniu 12-latki w jednym z ośrodków psychiatrii sądowej. W piątek ktoś zaczyna czyścić jej profile społecznościowe.

*****

Czytaj więcej na Wyborcza.pl

Reportaż ukazał się 10 lipca 2026 r. w „Dużym Formacie”. Rys. Barbara Niewiadomska.