Darowana księdzu

Czy mnie nie zastanowiło, że ksiądz radzi na siebie? Nie. Myślałam, że jak przepisuję na księdza, to tak jakbym dała na Kościół. I przepisałam.

W tej opowieści występuje troje bohaterów.

Pierwszym jest ksiądz Jan Jasiewicz, od maja proboszcz archikatedry gdańskiej, bliski współpracownik arcybiskupa Głódzia.

Drugi to jego brat Zbigniew Jasiewicz, były szef TVP Gdańsk, związany z SLD i Stowarzyszeniem Ordynacka.

Trzecim 88-letnia wdowa, emerytowana nauczycielka języka angielskiego.

– Czuję się oszukana, ale bardzo proszę, nie piszcie, że Kościół jest zły – mówi Lidia. – To ksiądz jest zły.

Ksiądz kocha Boga

– Mój mąż, marynarz, nie żyje od 32 lat, dzieci nie mam – mówi powoli, starannie dobierając słowa. – Cztery lata temu sprzedałam 100-metrowe mieszkanie w Sopocie i przeprowadziłam się do mniejszego. Pomogła mi je znaleźć córka siostry. 10 minut spacerkiem do popularnego Monciaka, kilkanaście do plaży. Nowe, strzeżone osiedle. 45-metrów, sypialnia i jasny pokój z aneksem. Pierwsze, co zrobiłam po przeprowadzce, to poszłam przywitać się z proboszczem nowej parafii. Miły bardzo, mówił, że jedyną miłością jest Bóg. A parafia św. Andrzeja Boboli – piękna, blisko morza. Wtedy chodziłam już o lasce, ale nic mi nie dolegało, tylko słuch słabł. W 1996 roku przeszłam mastektomię i uważałam, że nic gorszego spotkać mnie już nie może.

Ale dwa lata temu, opowiada, zaczęła się gorzej czuć. – Od razu pomyślałam: umieram. Druga myśl: co z mieszkaniem? No jak to co? Oddam na Kościół. Jak musiałam pozbyć się starej lodówki, to też zadzwoniłam do proboszcza. Zabrał i powiedział, że będzie dla potrzebujących. Ucieszyłam się bardzo. To niech mieszkanie też idzie na zbożny cel. Ale nie poszło – Lidia wygładza dłońmi granatową spódnicę. – Dla mnie proboszcz to świętość, dlatego najpierw jego zapytałam – ciągnie po chwili. – Mówię, że chcę dać mieszkanie na Caritas, niech się mną zaopiekują, mają swoje domy opieki. Ale ksiądz Jan poradził, żebym nie na Caritas, ale na niego przepisała, a on o mnie zadba, bo rodzina – jak mówił – i tak mi przecież nie pomoże. No, trochę może i prawda. Mam trzy siostry. Jadzia ma 80 lat, Gienia – 84, a Władysława, która mieszka w Warszawie, lat 91. Ich dzieci rzadko mnie odwiedzają, chyba że poproszę. A ja nie lubię prosić.

Ksiądz powiedział, że opiekuje się chorym ojcem i wie, jak to robić.

– Czy mnie nie zastanowiło, że ksiądz radzi na siebie? Nie. Myślałam, że jak przepisuję na księdza, to tak jakbym dała na Kościół. I przepisałam. Ale nikomu o tym nie powiedziałam.

*****

Czytaj dalej na Wyborcza.pl

Reportaż ukazał się 7 sierpnia 2017 r. w „Dużym Formacie”. Rys. Maja Wolna.